Nieroztropność rodziców - 3 letnia dziewczynka bez opieki
Są wakacje, a dzieci zamiast w szkole czy przedszkolu przesiadują często w domu przy komputerze, telewizorze lub bawiąc się na osiedlowych placach zabaw. Niejednokrotnie rodzice z powodu braku czasu lub z nadmiaru innych zajęć wypuszczają z domu małe dzieci bez opieki. Stało się tak również dzisiaj, kiedy to 3-letnia dziewczynka bawiła się bez opieki dorosłych, a pomogła jej zupełnie obca osoba.
Natalka
Młoda kobieta przechodząc między blokami Lubonianki zauważyła dziewczynkę, która od dłuższego czasu bezskutecznie próbowała doskoczyć do domofonu. Chcąc pomóc zapytała małą, którym przyciskiem ma zadzwonić. Dziewczynka odparła, że nazywa się Natalka, ma już 3 lata i potrafi sama sięgać do domofonu, niestety jej nazwisko i przycisk znajdowały się poza zasięgiem małych rączek, dlatego kobieta zadzwoniła pod wskazane nazwisko. Domofon nie odpowiadał. Zaniepokojona kobieta zapytała czy Natalka sama jest na dworze i jakież było jej zdziwienie kiedy usłyszała, że mała już nie pierwszy raz tak biega sama po osiedlu, podczas kiedy mama siedzi w domu. Dziewczynka powiedziała, że biegała sobie, teraz musi siusiu, a nie może otworzyć drzwi. Kobieta natychmiast zadzwoniła do sąsiadów prosząc o otwarcie drzwi wejściowych, wtedy na schodach spotkały matkę dziewczynki.
Ta historia skończyła się dobrze.
Paulinka
Na kameralnym osiedlu miasta bardzo podobnego do Lubonia, codziennie bawi się 4-letnia Paulinka, jak zawsze jest sama, bo mama jest w domu. Pewnego dnia mama wystawiła głęboki wózek z kilkutygodniowym synkiem przed blok. Dziecko spało, więc mama zostawiła wózek pod opieką starszej córki i poszła do mieszkania. Po dłuższym czasie maluszek się obudził, a Paulinka próbowała go uspokoić mocno bujając wózkiem. Gdy w końcu bujanie zamieniło się w tarmoszenie, niemowlę wypadło na ziemię. Jest lato, więc dzieciątko nie miało założonego grubego kombinezonu, który zamortyzowałby upadek. Przechodzący sąsiad zaalarmował matkę, a sprawa miał swój finał w szpitalu.
Maciuś
Inne osiedle, inne miasto. Maciuś skończył niedawno 5-lat, ale wyglądał na dużo mniej, bo był niski i wychudzony. Od rana do wieczora sam biegał i patrzył wygłodniałym wzrokiem na inne dzieci, które jadły bułkę lub ciastko. Czasem chodził do sąsiadki na obiad, bo mimo późnego popołudnia mama nie dała mu nawet śniadania. Przebiegając ulicą miał bliskie spotkanie z nadjeżdżającym pojazdem, które skończyło się potłuczeniami.
Wielu rodziców jest nadopiekuńczych i przesadnie pilnują swych dzieci, ponieważ czasem słyszą o zaginięciach, pedofilii, handlu narządami czy nielegalnych adopcjach. Bywają też mniej roztropni, którzy zdają się nieświadomi faktu, że dziecko poniżej piątego roku życia jest zupełnie bezbronne. Czy naprawdę potrzebne jest nieszczęście by to zrozumieć?
Kalina Kelma
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Wersja do wydruku- Wyślij do znajomego



Co to za miasto które opisane jest " Na kameralnym osiedlu miasta bardzo podobnego do Lubonia..."
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Czy to istotne w którym miasteczku? Napisałam o tych trzech przypadkach, ponieważ są prawdziwe i znam je bardzo dobrze.
Wiem też z opowieści znajomych, że w Luboniu nie brakuje podobnych przykładów, kiedy to kilkuletnie dziecko opiekuje się jeszcze młodszym od siebie rodzeństwem.
Pytanie powinno brzmieć: czy przeczytanie tych trzech krótkich historii uświadomi niektórych rodziców?
Kalina.Kelma.pl
Bardzo istotne - skoro się dokonuje porównania w artykule to czytelnicy są ciekawi jakie to inne miasto w Polsce jest podobne do Lubonia.
Ogólnie artykuł jak dla mnie napisany stylem znanym z gazet dla Pań (a skąd znam ten styl - z poczekalni dentystycznej :-) ).
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Ciekawy artykuł, jednak druga i trzecia historia, jakkolwiek prawdopodobne wydają się być wytworem fantazji. Oczywiście nie ma możliwości udowodnienia ani ich prawdziwości, jak i fałszywości.
Porażający jest natomiast finał, który zdaje się krzyczeć o tym, jaki świat jest zły. Media już dosyć złego narobiły sprawiając, że ludzie boją się samych siebie.
Kiedyś można było bawić się na ulicy, teraz ludzie boją się puścić dziecko przed blok na plac zabaw.
Paranoja.
"jednak druga i trzecia historia, jakkolwiek prawdopodobne wydają się być wytworem fantazji. Oczywiście nie ma możliwości udowodnienia ani ich prawdziwości, jak i fałszywości"
Brak konkretów, brak podania miejsca, sprawiają że nie można tych historii potwierdzić - to fakt.
Co do dzieci bez opieki znam jeden taki przypadek, tu w Luboniu, w Nowym Centrum. Tak więc przypadek Natalki nie jest odosobniony.
No tak, wiem, że takie sytuacje się dzieją, wiem, że wiele z nich nie powinno mieć miejsca, ale uważam też, że część jest zdemonizowana.
Dochodzi po prostu do pewnych absurdów, gdy rodzic nie wypuszcza dużego już dziecka na plac zabaw, bo ma lęki, które wytworzyły u niego media. Tymczasem świat nie jest aż taki niebezpieczny, żeby non-stop przesiadywać z dzieckiem "na huśtawkach".
Rozsądek przede wszystkim, w obie strony.
Natalka jest z Mińska Mazowieckiego, a Maciuś z Opalenicy. Wybaczcie, że adresów nie podam, ale podlegają one ochronie danych osobowych :]
Czy teraz opisane historie wydają się Wam bardziej prawdziwe?
Dziwi mnie to posądzenie o zmyślanie treści, przecież życie dostarcza najlepszych scenariuszy. Przesłanie artykułu było skierowane do rodziców małych dzieci (poniżej 5-roku życia), a kto się tu wypowiada w temacie? Proponuję, abyście podali swoje szczegóły, które pozwolą ocenić czy sami nie jesteście zmyślonymi postaciami :)
Pozdrawiam życząc niektórym więcej ufności :D
K.Kelma
Kalina.Kelma.pl
Jak już pisałem w PW. Wyraziłem po prostu swoje zdanie na temat artykułu. Przeczytałem go, zainteresował mnie... to dobrze. Uważam jednak, że jest troszkę zbyt, hmm..., panikarski. Taki, który wpływa na czytelników, próbuje im przekazać, że świat jest zły, że dzieci są same zostawiane na placach zabaw i się z tego biorą tragedie.
Wydaje mi się, że dobry artykuł (właściwie to nazwałbym go felietonem raczej z racji braku możliwych do udowodnienia faktów i swobody stylu), to taki, który wywołuje dyskusję. Więc ma to w sobie coś z dobrego artykułu.
Tak, podanie już tych danych uwiarygadnia przekaz. Nie chodzi też o brak wiary, ufności, czy próba sugerowania, że historie są zmyślone, bo to nie ma absolutnie znaczenia dla samego przekazu artykułu. Napisałem, że historie są bardzo prawdopodobne, więc na pewno takie, albo podobne miały miejsce nie raz w różnych polskich miastach. Zupełnie inaczej jednak czyta się artykuł mając pewność, że dziennikarz opiera się na faktach. Tak to już jest, że aby uznać, iż tak jest, chcemy widzieć jak najwięcej konkretnych szczegółów.
Opinie pisane przez pracownika konkurencji nigdy nie są obiektywne, a tym mniej wiarygodne, że pisane anonimowo. Uważam tą kwestię za wyjaśnioną ostatecznie.
Wracając do meritum, pan M napisał też wyżej:
"Kiedyś można było bawić się na ulicy, teraz ludzie boją się puścić dziecko przed blok na plac zabaw. Paranoja."
"Tymczasem świat nie jest aż taki niebezpieczny, żeby non-stop przesiadywać z dzieckiem na huśtawkach. Rozsądek przede wszystkim, w obie strony."
Wynika z tego, że gdyby M miał trzyletnie dziecko, to biegałoby ono bez opieki, bo M tak miał. A po co rodzice zatrudniają opiekunki? Oni pewnie też mają paranoję lub brak rozsądku. Czasy się zmieniły i to, że np.: w dzieciństwie niektórzy z nas mieli drewniane wychodki nie znaczy, że nasze dzieci też mają go mieć :)
Zapraszam Czytelników do wymiany zdań dotyczących sedna publikacji, ponieważ problem istnieje w naszym mieście, tuż obok nas.
Kalina.Kelma.pl
Wyraziłem subiektywne zdanie a w jego przypadku wiarygodność nie ma raczej znaczenia. Nie czuję się też w żaden sposób Twoim konkurentem, natomiast cieszę się z interesującej konwersacji :)
Nie, gdybym miał trzyletnie dziecko to bym bawił się razem z nim na placu zabaw. Opiekunki to inna kwestia, bo odpowiadają za nieswoje dziecko.
Istnieje problem, ale istnieje i paranoja, gdy rodzice siedzą na placu zabaw i na każdym kroku asekurują np. ośmiolatka, co również ma miejsce "w naszym mieście, tuż obok nas."
Ludzie! Opanujcie się! Autorka chciała zwrócić uwagę na istotny problem, i mowa tu jak sama napisała o dzieciach do 5 r. ż. a nie 8-latkach! Sama znalazłam miesiąc temu 3-letnią dziewczynkę biegającą od placu zabaw na Konarzewskiego do ulicy na Al. Jana Pawła. Prawie wpadła pod nadjeżdżający samochód. Co się okazało – dziecka pilnowała sąsiadka, która wyszła właśnie ze swoim pieskiem na spacerek dwie ulice dalej. Paranoja! Kiedyś nie było tylu aut, nie było pedofilii ani innych zboczeńców. Trzylatek potrafi narozrabiać nawet sam zostawiony w domu na kilkanaście minut a co dopiero pozostawiony sam w mieście! Rodzice pilnujcie swoich pociech- przezorny zawsze ubezpieczony!
Pozdrawiam wszystkich rozważnych rodziców!
Pedofile byli, ale się o tym nie mówiło.
Ale przede wszystkim dzieciaki były bardziej zdyscyplinowane.
A może ktoś wyjaśni jak polskie prawo traktuje opięke rodziców na dziecmi ?
W jakim np wieku dziecko może samodzielnie poruszać się po publicznych ulicach itp itd ?
Kiedyś an forum była dyskusja o ot zachczająca ale nie pamiętam by zostało to wyjaśnione.
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Wiem jak to w pociągach wygląda - dzieciom do lat 13 nie wolno jechać bez starszego opiekuna.
Jest dokładnie tak jak już pisałam gdzieś na forum: dziecko do lat 7 nie może samodzielnie spacerować bez opieki opiekunów na drogach publicznych - czyli np. sześciolatek nie może samodzielnie maszerować ulicami do szkoły, nie wiem czy place zabaw na terenie np. spółdzielni zaliczają się do terenów publicznych.
"Natalka jest z Mińska Mazowieckiego, a Maciuś z Opalenicy."
W Mińsku mazowieckim maja luboniankę ?: "...przechodząc między blokami Lubonianki zauważyła dziewczynkę, która od dłuższego czasu bezskutecznie próbowała doskoczyć do domofonu. Chcąc pomóc zapytała małą, którym przyciskiem ma zadzwonić. Dziewczynka odparła, że nazywa się Natalka,..."
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Pewnie miało być, że Paulinka jest z Mińska Mazowieckiego.
Witam.Ja mieszkam w innej miejscowości,ale to pozostawianie małych dzieci bez opieki jest częste.Moja sąsiadka wyjeżdza do pracy około południa wraca ok 20-21 i jej dzieci siedzą same w domu i biegają po polu bez niczyjej opieki to trwa już z 4-5 lat są coraz gorsi syn zabija wszystkich przejezdnych {efekt gry na komputerze},córka rzuca żywe zwierzęta po ziemi a także przytapia.Nic dobrego z nich nie wyrośnie.Bo już teraz są zepsuci do szpiku kości.