Niebezpieczni sąsiedzi wrócili
W ostatnich latach coraz częściej spotykamy dzikie zwierzęta nie tylko w lesie, ale i w pobliżu osiedli ludzkich. Nieproszeni goście pojawili się kilka dni przed nocą Sylwestrową przy ul.Dąbrowskiego w Luboniu. Cztery dziki upodobały sobie miejsce niedaleko Hotelu Poznańskiego tuż pod domem jednego z mieszkańców Lubonia. Jakież było zaskoczenie naszego Czytelnika, kiedy wychodząc z psem na spacer stanął na swoim podwórzu oko w oko z dzikiem. Na szczęście zwierzę szybko się wycofało, ale jak się okazało po kilkudziesięciu godzinach za płotem pojawiło się pięć nowych dzików. Sąsiadami Czytelnika były dwie lochy, które właśnie urodziły młode oraz prawdopodobnie ich dorosłe już dzieci. Razem zamieszkało przy ul.Dąbrowskiego dziewięć dzików. Zwierzęta stwarzały duże zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia, gdyż locha walcząc o przetrwanie i pokarm dla potomstwa może okazać się bardzo groźna. Wiedząc o zagrożeniu nasz Czytelnik zawiadomił Straż Miejską, która z kolei powiadomiła Urząd Miasta w Luboniu. Mieszkaniec zaalarmował także następnego dnia naszą gazetę, gdyż nie doczekał się aktywnej interwencji służb miejskich.
29 grudnia 2011 zadzwoniliśmy do Urzędu Miasta, gdzie okazało się, iż urzędnicy nie mogą znaleźć osoby, która mogłaby pomóc w zaistniałej sytuacji. Nasz Czytelnik także nie znalazł wsparcia udając się do leśniczego na poznańskiej Dębinie. My także udaliśmy się do leśniczego, jednak nikogo nie zastaliśmy na miejscu. Nasza redakcja szukała również wsparcia w Wojewódzkim Inspektoracie Weterynarii w Poznaniu. Po skierowaniu nas do Powiatowego Lekarza Weterynarii uzyskaliśmy informację, że rozwiązanie problemu dzikiej zwierzyny leży w obowiązkach gminy, na terenie której ona występuje. Po wielu telefonach wykonanych przez urzędników, a także naszą redakcję na miejscu pojawili się myśliwi, którzy byli zdumieni, że o tej porze roku urodziły się małe. Niestety, także oni choć uznali, że sytuacja jest poważna nie potrafili pomóc naszemu mieszkańcowi. Odstrzał zwierzyny na terenie miasta jest niemożliwy, tym bardziej, kiedy sprawa dotyczy lochy z warchlakami. Od rana następnego dnia prowadzone były rozmowy z różnymi organizacjami, aby znaleźć pomoc w rozwiązaniu tego specyficznego problemu. Dopiero późnym wieczorem udało się sprowadzić specjalistę, który zajmuje się dziką zwierzyną. Pan Michał Kurant prowadzący wraz z bratem pogotowie dla dzikich zwierząt zaproponował, aby odstraszyć dziki specjalnymi środkami chemicznymi. Repelenty, które zapachem odstraszają zwierzynę rozłożono na terenie zamieszkania przez dziki w formie ścieżki tak, by wyprowadzić zwierzęta z miasta. Zapewniono, iż środek jest bezpieczny dla ludzi oraz innych zwierząt. W tym miejscu zwracamy się z apelem do mieszkańców, aby nie dotykać specyfiku. Prosimy też o niedokarmianie dzikich zwierząt na terenie miasta, gdyż wyrządzamy im w ten sposób krzywdę, a przy tym ściągamy niebezpieczeństwo na mieszkańców.
Tym razem dziki w mieście zaskoczyły nie tylko mieszkańców, ale również luboński magistrat. Obecny na miejscu Roman Goliński - specjalista ds. obrony cywilnej przy UM Luboń w rozmowie z redakcją przyznał, że nie ma procedur, które wskazywałyby jasno jak postępować w takiej sytuacji. Obecny stan rzeczy potwierdza również fakt, że problemy ze znalezieniem rozwiązania w zaistniałej sytuacji miał także Wydziały Spraw Komunalnych, który intensywnie aczkolwiek po omacku interweniował w tej sprawie. Podsumowując należy stwierdzić, iż dopiero po ponad 24 godzinach po zgłoszeniu mieszkańca na posesji przy ul.Dąbrowskiego pojawiły się funkcjonariuszki Straży Miejskiej, które w oparciu o doświadczenie nabyte w ciągu kilku lat swojej pracy próbowały sprowadzić na miejsce specjalistę.
Finał sprawy jest taki, iż w Sylwestra dziki wyprowadziły się z "miejsca zamieszkania" preparat jak zapewniano miał działać przez kilka tygodni, niestety dziś zwierzęta znów powróciły. Na koniec jeszcze raz przypominamy, iż dzik jest dziki, nawet ten miejski, urodzony i mieszkający w Luboniu.
Izabella Chodorowska
Artur Napierała
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Wersja do wydruku- Send by email

Jest las , są i dziki
Tylko pierwszy raz w Luboniu była taka sytuacja, że dziki wtargnęły na posesję i urodziły pod płotem warchlaki.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Tylko posesja chyba znajduje się tuż za płotem lasu, a raczej przegonienie dzików 2 metry, za płot lasu nic nie da
Jak widać odstraszanie za pomocą zapachów nic nie dało. Najskuteczniejszą metodą jest ponoć odłowienie dzików i wywiezienie ich ponad 150 km od miejsca, w którym się je złapało.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Proponuję wytruć wszystko, co żyje w promieniu 50 km od Lubonia, łącznie z gołębiami, które również, okazało się, są niebezpieczne dla ludzi, a ile hałasu było o lisy na polu p. Mizerkowej (ile w naszym kraju ludzi zaraziło się wścieklizną w ciągu ostatnich 20 lat?) Zresztą wściekły lis nie zakłada rodziny. Niedługo, rzeczywiście sami tu zostaniemy i oczywiście nasze kochane pieski srające co 2 metry na naszych ulicach. Granica zabudowań z lasem, nawet Dębiną to naturalne miejsce spotkań dwóch środowisk, i z tym trzeba nauczyć się żyć a nie siać paniki. Z relacji właściciela działki wcale nie wynikało, że locha była agresywna, tylko spacerujący się przestraszył (gdyby rzeczywiście chciała coś mu zrobić, toby go dogoniła, ona po prostu chciała aby w jej mniemaniu intruz wycofał się na bezpieczną odległość od jej potomstwa).
http://www.fotohistoryjki.blogspot.com
http://www.jrm.art.pl/http://www.myspace.com/jrmcelticband
Kiedy właściciel posesji spotkał się z lochą nie miała jeszcze mlodych. Nie wiem czy czułbyś się bezpiecznie, gdyby na Twoim podwórzu, gdzie są małe dzieci w każdej chwili mógł pojawić się dzik. Poza tym nikt nie mówi o wytruciu czy zastrzeleniu tych zwierząt. Miasto czy też gmina ma obowiązek zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo, a w tym przypadku, aby tak się stało najrozsądniejszym rozwiązaniem jak przyznają sami leśniczy jest odłowienie zwierząt i po prostu wywiezienie ich z tego terenu. Nikt nie sieje paniki tylko zaistaniała sytuacja jest już na tyle poważna (jak zresztą przyznali sami specjaliści), że należy zadziałać.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Posejse w Polsce są opłotowane wiec jakim cudem dzik ma na nią wejść ?
Jeżeli płot jest kiepski to równie dobrze może wejśc bezpański pies i pogryżć dziecko .
Jacy specjaliści ? - jak wynioskowalem z materiału lesniczy problemu nie widział, facet z pogotowia ma interes w realizacji tego typu interwencji, urzędnicy UM czy strażnicy jakie mają kompetencje/wiedze w zakresie zachowań dzikiejzwierzyny, ekosystemu itp itd ?
Czy specjaliści z UM zastanawiali sie nad tym problemem ęgodząc się na urbanizacje tych terenów, przprowadzono analizy wędrówek/korytarzy dzikiej zwierzyny ?
Jak wynika z materiału sarny nie przeskadzaly, dziki tak...
paranoja.,....
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Skutek nieprzemyślanej ekspansji człowieka.
Jak wyglądały te tereny kilka -kilkanaście lat temu: nie było autostrady, hotelu, nie było zabudowy pseudo szeregowej …km2 przestrzeni zostały zagarnięte...
To człowiek zabiera przestrzeń zwierzynie, a ta jedynie próbuje się zaadoptować do nowych warunków.
Dziki w rejonie nadwarciańsko-debińskim są spotykane od kilku lat.
Więc dlaczego mamy walczyć z naturą ,w imię czego człowiek ma być Panem za wszelką cenę ?
Gdzieś ostatnio czytałem wizje naukowców, że Ziemia zacznie się na przestrzeni
najbliższych lat intensywnie bronić przez 7 miliardową populacją ludzi…
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Ja też uważam, żę należy wybić wszystkie stworzenia dokoła nas wtedy nikt nie będzie miał o nic do nikogo pretensji! Tak na marginesie, to posesja Pana Zenka jest ogrodzona, a on sam doskonale wie, że miejsce w które udaje się ze swoim psem na spacer leży w strefie którą dziki odwiedzają regularnie. Moim zdaniem najlepiej było by wziąść cały Luboń wyrwać z korzeniami i przewieźć jakieś 150 km od dzików! Podobno tak jest najbezpieczniej :). Tak zupełnie poważnie , to dajmy tym biednym zwierzętom spokój. Zdaje sobie sprawę, że jest to swojego rodzaju zagrożenie ale z drugiej strony człowiek ma nad zwierzęciem tą przewagę, że posiada rozum (podobno) i jeśli wie o zagrożeniu , to w pewnym stopniu może mu zapobiegać. W tym wypadku nie pchając się tam gdzie nie powinien.
Widzę, że nie tylko ja odebrałem to jako panikę. Pierwsza sprawa: zwierzaki są na zewnątrz, na terenach właściwie dzikich. Czy one coś robią? Z relacji wynika, że właściwie nic, tylko są. Właściciel wyszedł z domu i zobaczył dzika. Tragedia. Pierwsza strona Faktu murowana. Lepiej niech zajmie się stanem swojego ogrodzenia oraz zapezpieczy dostęp do odpadków i nie marudzi, że mu dziki mogą wejść. Za chwilę pójdziemy o krok dalej. Las jest blisko, w każdej chwili może się z niego wyłonić zwierz. Z tamtąd też usunąć zwierzęta?
"Chcemy mieć więcej korków i większe natężenie ruchu? Budujmy więcej dróg!" - Gehl
Posesja jest ogrodzona, ale dziki napierając na siatkę ją niszczą. Leśniczy na początku rzeczywiście nie widział problemu, jednak jak się pojawiły warchlaki sam stwierdził, że jest niebezpiecznie. Takiego samego zdania był Pan z pogotowia oraz inni myśliwi wezwani na miejsce. Nie piszcie proszę zatem, że wszystko jest ok i trzeba się do zwierzyny przyzwyczaić, bo skoro leśniczy twierdzi, że jest zagrożenie to chyba wie co mówi. Gybyby dziki sobie tam mieszkały bez małych to rzeczywiście zagrożenie z ich strony jest bardzo małe. Nie życzę nikomu takich sąsiadów jakich ma Pan Zenon i ciągłego strachu o najbliższych, zwłaszcza o dzieci.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Parkan - najwidoczniej trzeba zasosować inny mając sąsiedztwo lasu i jego mieszkańców.
Myśliwi - wiadomo , że mięso by ich rajcowało tylko na terenach "miejskich" nie mogą postrzelać...pan z pogotowia konflikt interesu...
Leśniczy no cóż nie stanie sam okoniem przeciwko reszcie by w razie nieszcześcia wynikajacego z głupoty ludzkiej mieć prokuratora na głowie - bo Pan nie zareagował tudzież zbagatelizował problem..
Strach o dzieci - co się może dziecku stac na ogrodzonej posesji pod opieką dorosłych?
Zobaczymy jak się to skończy -
Moim zdaniem nawet gdy w tym roku dziki się wyprosi to niewyklucza to ich powrotu za rok, dwa itp itd..
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Pawlok wiadomo, że problem może się powtarzać, ale jak mówł leśniczy nie zdarza się często, aby locha tak blisko domostw rodziła małe. Dzieci natomiast często wychodzą na podwórze, a teren posesji jest dość duży i spotkanie z dzikiem jest jak najbardziej realne. Tak jak pisałam dziki forsują ogrodzenie (ten problem jednak za chwilę się skończy, bo wlaściciele stwierdzili, że muszą go wzmocnić) i chodzą blisko wejścia do domu.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
I od ogrodzenia trzeba zacząć. Jak jest w kiepskim stanie, to dziki będą przechodzić i będzie ulegało dalszej degradacji.
Tak szczerze mówiąc, chętnie bym takie interesujące sąsiedztwo powitał.
"Chcemy mieć więcej korków i większe natężenie ruchu? Budujmy więcej dróg!" - Gehl
Śpiący myślę, że wiele osób z okolicy, w której pojawiły się te dziki nawet za dopłatą przekazałyby je Tobie bardzo chętnie. Wracając do ogrodzenia to siatka całkiem solidna, ale bez podmurówki, a te cwaniaki kładły się pod siatką i siłą naporu ją rozrywały.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Ale równie wiele osób z tej okolicy nie oddałoby tych dzików,lisów,saren i całej innej zwierzyny, która sie tam pojawia.Mieszkając tam trzeba się z tym liczyć , że będą się tam pojawiać i żyć z nimi w symbiozie
Dokładnie symbioza, a nie strach przed naturą której sie nie rozumie...
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
W czasie zimy bardzo często mam pod oknem sarenki i one mi nie przeszkadzają, ale lochy z warchlakami też nie chciałabym mieć.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
No dobra, to teraz pytanie o jakich przypadkach ataku lochy na ludzi słyszałaś ?
Wiadomo że dla każdego taki dzik to lekki strach, ale przeciez nikt znas nie pobiegnie do lochy czy też zaczepiać jej młodych obojetnir czy spotkamy je leśnym dukcie czy za płotem..
Pawlok
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Jeśli te dziki by się pojawiły w Luboniance albo na Wschodniej to bym rozumiał tą panike ale miejsce , w którym sie pojawiły to ich naturalne środowisko, mogą się tam pojawiać.
Niestety, jestem otoczony przez sąsiadów, a życie w niewoli nie byłoby chyba najlepszym rozwiązaniem dla tych zwierzaków. Co innego, gdybym mieszkał na skraju.
"Chcemy mieć więcej korków i większe natężenie ruchu? Budujmy więcej dróg!" - Gehl
Zdaniem leśników i weterynarzy, spotkanie z dzikiem rzadko jest niebezpieczne, wyjątkiem jest locha z młodymi lub ranne zwierzę.
Przykład z Warszawy.
"Dzik zaatakował ludzi w Ząbkach. Siedem osób jest poszkodowanych, zamknięto szkoły, kilkudziesięciu policjantów bez sukcesu przeczesywało okoliczne lasy. - Nie wychodźcie z domów, jeżeli nie musicie - policja apeluje do mieszkańców".
Inny przykład z Bielska.
"W biały dzień locha zaatakowała jego żonę, gdy ta wyszła z domu nazbierać śliwek. W ogrodzie pod nogi wpadły jej warchlaki, za nimi szła rozwścieczona locha. Rzuciła się na kobietę i przewróciła ją na ziemię. Szczęśliwie skończyło się na kontuzji nogi, bo robotnicy z pobliskiej budowy krzykami przegonili zwierzę."
Kolejny przykład z zeszłego roku we Wrocławiu.
"13 maja jeden z mieszkańców został ranny w nogę po tym, jak na jednej z ulic poturbował go dzik. Po tym zajściu policja próbowała złapać rozjuszone zwierzę. Po wielogodzinnym poszukiwaniu zostało ono odstrzelone przez myśliwego".
Przykład z Poznania z listopada 2011.
"We wtorek dzik zaatakował pracowników jednej z firmy przy ulicy Syreniej w Poznaniu. Wbiegł za ludźmi do budynku i wybił szybę w drzwiach. - Zwierzę schwytano dopiero po godzinie 21 - relacjonuje Agata, pracownica firmy. -Dzik zaatakował samochód osobowy, ciężarowy, a także grupę pracowników, która zdążyła schować się w budynku, co skończyło się rozbitą szybą i rannym zwierzęciem - dodaje."
Kraków
"Jak poinformował Dariusz Nowak, z małopolskiej policji, około godziny 11.00 na policję zgłosił się mężczyzna, który twierdził, iż został zaatakowany przez dzika. - Poszkodowany faktycznie miał widoczne obrażenia nóg - powiedział policjant. Gdy policja udała się na miejsce wypadku, okazało się, iż na chodniku leży jeszcze jeden ranny mężczyzna, który także twierdził, iż zaatakował go dzik. Obaj mężczyźni mieli ranne nogi, prawdopodobnie od pogryzienia. Trafili do szpitala."
Dziki nie są groźne, jak widać.
Znalezione w sieci w różnych lokalnych gazetach.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Super. To teraz możesz poszukać informacji o pogryzieniach przez psy. Nawet zagryzieniach.
"Chcemy mieć więcej korków i większe natężenie ruchu? Budujmy więcej dróg!" - Gehl
Śpiący myślałam, że jesteś bardziej poważnym człowiekiem.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Wyargumentujesz to jakoś? Sąsiad kiedyś miał siatkę w stanie podobnym do tej z relacji. Niejednokrotnie przychodziło do niego psisko chyba większe od tego dzika, które przyjaznej aury nie roztaczało, a nasza lubońska młoda mama jakoś agresji nie wykazuje, prawda? W dodatku znajduje się na praktycznie dzikim terenie. Wywieźć? Wróci. Odstrzelić? W górach też będziemy eliminować niedźwiedzie?
"Chcemy mieć więcej korków i większe natężenie ruchu? Budujmy więcej dróg!" - Gehl
Dziki w tym miejscu są na swoim. One nie rozumieją aktów własności, ogrodzeń i tym podobnych. Człowiek coraz śmielej wkracza na ich tereny i zwierzęta na swój sposób się do tego adaptują. Z racji zainteresowań i wykształcenia chodzę po lasach, bagnach i tym podobnych miejscach od ponad 10 lat. Dziki widziałem przynajmniej kilkaset razy. Mimo wielu bardzo bliskich spotkań nigdy nie ucierpiałem. I tu paradoksalnie faktycznie większym zagrozeniam są zdziczałe psy, które możemy napotkać np. w lasach. Atakowały mnie przynajmniej 3-4 razy - efektem czego w jednym przypadku jest podrapany i "POGRYZIONY" samochód kolegi, do którego udało nam się uciec.
Najlepszym rozwiązaniem z zaistniałej sytuacja byłby szkolenia czy tez warsztaty przeprowadzone przez specjalistów zajmujących się zwierzętami na codzień: zoologów (behawior zwierząt), leśników. Osoby mieszkające w "newralgicznych" punktach mogłyby na nich zdobyć wiedzę, która z jednej strony zmniejszy ich obawy i pomoże uchronić je przed ewwntualnym niebezpieczeństwem a z drugiej strony pozwoli im "zrozumieć", ze zwierząta też są "u siebie".
Pozdrawiam
Radek Sajkiewicz gg2895386
Zastąpić strach zrozumieniem.
Działanie z pozycji siły symbiozą.
Urbanizować z głową.
Tak proste a tak trudne dla homo sapiens, takze w lokalnym lubonskim wydaniu.
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Czyli powszechność zjawiska pewnie mniejsza niż pogryzienia przez agresywne/bezpańskie psy tudzież od ilości potrąceń przechodzących jezdnie na przejściach dla pieszych.
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Ok, ale jeśli jest zagrożenie to gmina ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo. A jak już pisałam kilkakrotnie nie jest to mój wymysł, że realne zagrożenie zaistniało.
Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej — Paulo Coelho
Myślę, że szkolenie o którym pisałem może rozwiać wiele wątpliwości i mitów. Jest to swoistego rodzaju działanie prewencyjne - a więc zapewniajace bezpieczeństwo. Od tego gmina powinna zacząć - bo nawet jesli ta locha zostanie przeniesiona to i tak pojawią sie kolejne. Nie chcę nikogo urazić i poniekąd rozumiem zatroskanie mieszkańców "zagrożonych" domostw ale nie zapominajmy, że to my zmuszamy dzikie zwierzęta do życia w naszym sąsiedztwie a nie na odwrót.
Radek Sajkiewicz gg2895386
Dokładnie dziś boimy się dzików, juro nasze dzieci będa bać się kury...
Niezrozumienie wywołuje strach, brak wiedzy brak szacunku do natury...
Jeżeli dziś Jasia nie nauczymy to jutro...
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
Piszesz gmina ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo.Przypomnę śmiertelny ubiegłoroczny wypadek na Armii Poznań na przejsciu dla pieszych i jakos tak działań gminy dożących do pozostawienia tylko bezpieznych przejść z sygnalizacją nie widzę.
Nalezaloby zadac pytanie czy ktokolwiek UM godząc się na urbanizacje terenów nadwarciankich przeanalizowałz fachowcami jej skutki dla naturalnego korytarza zielenii a tym smaym migracji zwierząt ciagnacego się e facto od Ostrowa Tumskiego do Rogalina, czym innym są tereny mieszkalne, a czym innym scieżka nad Wartą sąsiadująca z płotem zakładów przemysłowych.
Będziemy mieli znacznie większe pole styku zwierzyna - ludzie.
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;
To dokąd je wywieźć ?
Z dzikami miałem do czynienia może 3 razy w życiu. 1 raz w pobliżu poligonu wojskowego na Biedrusku- dziki wraz z młodymi uciekały, że nawet nie zdążyłem zrobić fotki. Kolejny raz miałem kontakt z dzikami (parką) w pobliżu naszych wałów przeciwpowodziowych, przy terenie Aquanetu. Szedłem za nimi w odległości 3 metrów, a gdy się zatrzymywały, zbliżałem się do nich na odległość nawet 2 metrów, oczywiście cały czas pstrykając fotki. 3 raz spotkałem dziki na Dębinie- wtedy już miałem do czynienia z parką i 3 młodymi. Szedłem za nimi i pomiędzy nimi w odległości 3 metrów, również pstrykając fotki. Jakoś nie czułem zagrożenia z ich strony. Od czasu do czasu skubały coś sobie, taplały się w błocie. Młode czasem uciekały, ale stare dziki były bardziej przyzwyczajone do ludzi. Dziki nie uciekały- można było podążać z nimi normalnym krokiem.
Dziki nie będą atakować człowieka, który się normalnie zachowuje, tylko kogoś, kto zacznie świrować, zaczepiać je, czy np. łapać młode. I powiem, że niejeden luboński pies (bez skojarzeń ;-P) jest bardziej niebezpieczny niż taki dzik. Bo taki pies zupełnie bez powodu drze mordę i gdyby nie płot, to rzuciłby się na człowieka. A dzik zachowuje się kulturalnie.
Ktoś chce pozbyć się dzika i jescze dopłacić? Chętnie przyjmę :-))))
Świetne te zapachowe środki odstraszające :-DDDD Ciekawe tylko co wtedy, jeśli dzik ma zapchany nos i tego nie czuje :-DDD Skoro dziki wróciły, to znaczy, że się przeziębiły, mają katar, i przestały wyczuwać to coś :-DDDD Albo już tak długo to wąchały, że przyzwyczaiły się do zapachu i przestały go odczuwać.
RW
Gratuluję braku wyobraźni, chociaż można określić bardziej dosadnie. Obcowanie z dzikim zwierzęciem, które jest w stanie zdewastować samochód bez uszczerbku na własnym zdrowiu jest nierozważne (nawet jeśli jak to określasz nie będziesz świrować) to jest dzikie zwierzę. Gdy spotka się dzika najlepiej spokojnie oddalić się i nie popisywać się odwagą, nawet za cenę ładnej fotki. Proponuję zainwestować w aparat z dobrym zoomem zamiast zbliżać się na 2 metry :). Dobrze, że robisz to sam i nie narażasz innych.
Jeśli będziesz w stanie odłowić dziki i przyjąć je na swoją posesję z pewnością zostaniesz wynagrodzony, zgłoś się do UM, zdejmiesz z nich trochę odpowiedzialności.
Dzik do tej pory był zwierzęciem nocnym, niestety za sprawą człowieka powoli zmienia się ich tryb życia na dzienny. Wszystko przez to, że ludzie karmią dzikie zwierzęta robiąc im ogromną krzywdę. Z jednej strony się ich boimy (słusznie), z drugiej zapraszamy do naszych domostw dokarmiając.
Czasem jak tak się spojrzy, to widać, że ludzie też są dzicy i to bardziej od zwierząt :-( To, że zwierzę uszkodzi pojazd, to oczywiście najważniejsza sprawa, ale to, ile szkody wyrządzają pojazdy wśród zwierząt- to mało istotne?
A o popisywaniu nie ma mowy, skoro robi się to samotnie, bez publiki.
Aparat nie jest zły, bo ma 18 zooma ale jak wiadomo, im większy zoom, tym mniej światła dociera do matrycy, większy wpływ mają drgania ręki i im ciemniejsze otoczenie, tym gorzej :-(
Najgorzej, jak ktoś ma zbyt bujną wyobraźnię i wszędzie węszy zagrożenie :-( Wtedy najlepiej zamieszkać w izolatce i z niej nie wychodzić.
RW
Zastanów się czy dziki zwierz mający w pełni swoja naturalną nature pozwoli się na zbliżenie człowiekowi w taki sposób jak opisujesz na odleglość 2-3 metrów?
Spotykam dziki często w w WPNIe (ostatnio tydzien temu i widze je w odległosci kilkudziesięciu metrów), gdyż dziki zwierz z zachowanym w pełni instynktem wyczuje człowieka i nie będzie ku niemu zmierzał. Inna sprawa ze dziki głównie aktywne są w nocy...
Oczywiście "fachmani" z łatwością zaczają się na WPNowskei dziki z fotoaparatem znając ich zwyczaje bytowania.
Dziki na Debinie - mamy tu do czynienia z zachwianiem równowagi w ekosystemie.
Lecz winni jesteśmy temu my ludzie zabierając zwierzynie jej tereny.
Nie ma co ingerować w ich życie czy to z bezsensownym przepędzaniem z terenów zielonych czy też domorosłym śledzeniem.
Pawlok
http://www.flickr.com/photos/pawlok/" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.flickr.com/photos/tobimadom/" onclick="window.open(this.href);return false;