(Nie)bezpieczeństwo na sankach
Kolejne opady śniegu, kolejna okazja do wyciągnięcia sanek i pójścia pozjeżdżać na jakąś górkę. Największym zainteresowaniem w Luboniu cieszy się chyba obecnie Wzgórze Papieskie. Górka przy placu zabaw w okolicy skrzyżowania ulic Poznańskiej i Targowej, niegdyś zaludniona, obecnie cieszy się mniejszym zainteresowaniem, gdyż okoliczne tereny były sukcesywnie zmniejszane. Kilkanaście lat temu dało się zjeżdżać aż do ul. Targowej, późniejsza budowa domów ograniczyła te zjazdy. Niedawno plac zabaw łącznie z górką ogrodzono w ten sposób, że aktualnie da się zjeżdżać tylko w stronę placu zabaw. A to wszystko w imię zapewnienia bezpieczeństwa i przeciwstawienia się chuligańskim i pijaczym zgromadzeniom.
Niezależnie od roku (obecnie, czy też kilkanaście lat temu) oraz miejsca wykorzystywanego do zjazdów saneczkowych, można zobaczyć samą młodzież, jak również osoby dorosłe ze swoimi dziećmi czy podopiecznymi. Osoby dorosłe, mniej czy też bardziej są przewrażliwione na punkcie bezpieczeństwa swoich pociech. Zjazd sankami, szczególnie w przypadku osoby niedoświadczonej, może zakończyć się uderzeniem w słup, płot, krzaki, inną przeszkodę, zjechaniem z urwiska, skarpy, czy też w najgorszym przypadku uszkodzeniem ciała. Jakże więc może dziwić fakt, że zawsze można się natknąć na dorosłych, którzy źle uczą, lub w ogóle nie uczą swoje dzieci jeździć czy kierować sankami. Najczęściej dorośli uczą kierować za pomocą „sznurka” czy „przechylania się na boki”. Przechylanie naprężonego sznurka czy też przechylanie się osoby jadącej, na prawo, czy lewo, miałoby rzekomo decydować o zmianie kierunku jazdy. Najczęstsza, błędna, przyjmowana pozycja, to taka, w której osoba jadąca siedzi okrakiem, trzyma w ręku naprężony sznurek, a obie, wyprostowane nogi ma wyciągnięte do przodu i co chwilę „ryje” piętami po śniegu (rys.1). Prawidłowa pozycja to taka, w której możemy efektywnie sterować sankami (jest dużo takich pozycji). Najprostsza pozycja pozwalająca na efektywne kierowanie sankami, to taka, w której osoba siedzi okrakiem na sankach, przodem do kierunku jazdy (rys.2), rękoma trzyma sznurek (rys.3) lub kadłub sanek (rys.4), a nogi są oparte na płozach w ten sposób, żeby nie trzeć o podłoże; stopy są odchylone na zewnątrz. Kierowanie odbywa się w prosty sposób: gdy chcemy skręcić w lewo- trzemy lewą stopą o podłoże, gdy w prawo- prawą stopą.
Sanki będące na górce mają energię potencjalną (związaną z wysokością), która podczas zjazdu na dół zamienia się w energię kinetyczną (związaną z prędkością)- sanki jadąc w dół przyspieszają. Cały ruch sanek od góry do dołu (włącznie z zakrętami) składa się z ruchu postępowego oraz obrotowego. Chcąc wykonać zakręt, trzemy odpowiednią nogą o podłoże i w ten sposób „zabieramy” część energii kinetycznej i „zużywamy” na obrót sanek w odpowiednią stronę. Im mocniej trzemy, tym więcej energii kinetycznej przeznaczamy na obrót sanek. Możemy doświadczalnie zauważyć, że wykonywanie zakrętu przy dużej prędkości jest o wiele łatwiejsze, niż w przypadku małej. To, czy uda nam się wykonać ostry zakręt (a nie obrót w miejscu), zależy od oporów ruchu związanych z ruchem sanek. Dla przykładu: naciśnijmy na sanki na śniegu (aby podobnie jak podczas jazdy, pod płozami zapadł się śnieg) a następnie spróbujmy przesunąć sanki wzdłuż płoz oraz prostopadle. Przy przesunięciu prostopadłym jest o wiele trudniej, bo opory ruchu w tym kierunku są duże. Ale to właśnie od istnienia tych oporów (poprzecznych) zależy, czy zakręt uda się zrobić gwałtownie, efektywnie.
W przypadku, kiedy sanki są na lodzie zamiast na śniegu, opory ruchu prostopadłe oraz równoległe są podobne, więc kierowanie sankami jest utrudnione, a wręcz niemożliwe. W przypadku, kiedy decydujemy się np. na jazdę na brzuchu (rys.5) lub na plecach (rys.6), nie używamy nóg do kierowania, tylko odpowiednio- ręce. Siłę, z jaką trzemy o podłoże aby wykonać konkretny zakręt, możemy wyćwiczyć, trenując. Podobnie jak to miało miejsce przy nauce korzystania z myszy komputerowej, sterowania modelem (zdalne), czy kierowania samochodem. Po nauczeniu się tych czynności- wydaje się to banalne- nie musimy już obserwować ruchu części ciała (np. ręki- mysz; pilot; kierownica samochodowa), tylko efekty. Odpowiedni do sytuacji odruch i jego parametry (np. siła nacisku, przesunięcie, czas trwania) wchodzą w nawyk.
Niektórzy mogą się dziwić: „Po co ta teoria, sposoby, reguły?- przecież liczy się tylko dobra zabawa”. Ano, żeby się dobrze bawić, trzeba wcześniej myśleć o wszystkich konsekwencjach swojego czynu- po skaleczeniu, kontuzji, wypadku, może już nie być tak wesoło. Żeby czuć radość z kierowania modelem czy autem, trzeba najpierw przebrnąć przez porady, reguły, teorię- po wejściu tego w nawyk, już nie trzeba nad tym rozmyślać, tylko cieszyć się doskonałymi wynikami współpracy człowieka ze sterowanym obiektem.
Jako przykład zaniedbania mogę podać zdarzenie sprzed kilku dni: ze Wzgórza Papieskiego (w stronę Pajo) zjeżdża dziecko- po chwili biegnie za nim na dół ojciec zaniepokojony faktem, że dziecko aż tak daleko jedzie i zbliża się do rowu pomiędzy Wzgórzem a ul. Unijną. Co by było, gdyby dziecko się nie zatrzymało? Kilkanaście lat temu na górce obok ul Poznańskiej dziecko pojechało prosto w słupek od ogrodzenia i uszkodziło część ciała (bodajże głowę). Wezwano karetkę a opiekunowie z nerwów „roznieśli w proch” wolno stojące słupki od ogrodzenia. Innym razem było bolesne spotkanie genitaliów osoby zjeżdżającej, ze słupkiem. Nie byłoby takich sytuacji, gdyby te młode osoby miały przekazaną odpowiednią wiedzę- czasami nie trzeba hamować przed przeszkodą, tylko umiejętnie ją ominąć.
Umiejętne sterowanie sankami umożliwia dojechanie do określonego punktu (wcześniej obranego na stoku saneczkowym) z centymetrową dokładnością, pozwala ominąć przeszkody, ludzi kręcących się po stoku oraz przydaje się do wypróbowania innych stylów jazdy: siedzenie przodem do kierunku jazdy, ale nie okrakiem, tylko z obiema nogami na jednej płozie (rys.7); siedzenia okrakiem, tyłem do kierunku jazdy (rys.8); leżenia na brzuchu, nogami w stronę kierunku jazdy (rys.9) i innych.
W celu potrenowania slalomu polecam zjazd ze Wzgórza Papieskiego w stronę ul. Żabikowskiej. Znajduje się tam mały zagajnik z krętą ścieżką. Wjeżdżając sankami do zagajnika (o ile nam się uda dojechać) możemy jeszcze poprzez umiejętne sterowanie pokonać kilka, kilkanaście metrów ową krętą ścieżką.
Rafał Wojtyniak
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Wersja do wydruku- Send by email


