I Ty możesz komuś uratować życie!


kalinka - 16 styczeń 2010, 09:25

fot.: 
Rafał Wojtyniak
I Ty możesz komuś uratować życie!

   Od jakiegoś czasu w autobusach Translubu możemy dostrzec plakaty- instrukcje udzielania I pomocy. Dobrze, że takie informacje są przekazywane społeczeństwu nie tylko na kursach I pomocy ale również przy pomocy prezentacji na festynach (np. na Wzgórzu Papieskim, z okazji 55- lecia miasta) czy plakatów, ulotek.

   Plakat oczywiście nie może być zbyt duży i zawierać mnóstwo tekstu- musi być czytelny, najlepiej z ilustracjami, zawierać najważniejsze informacje. Stąd często wymagany jest jakiś komentarz. Nie zawsze takie plakaty są przeznaczone dla szarego człowieka, często nie tłumaczą jak postępować w nagłym przypadku (kiedy nie mamy odpowiedniego sprzętu, czy środków ochronnych), często mówią samymi ogólnikami. W głównej mierze chodzi o to, aby pokazać zwykłemu człowiekowi, że nie są to czynności skomplikowane, a mogą uratować komuś życie. Jeśli oglądający ten plakat zainteresuje się takim działaniem i będzie chciał pogłębić swoją wiedzę, to zawsze może sięgnąć po literaturę, czy udać się na kurs, gdzie będzie mógł poćwiczyć czynności ratownicze.

   Plakaty w autobusach Translubu informują nas głównie o czynnościach związanych z przywróceniem oddechu osobie poszkodowanej- niekoniecznie musi to być osoba z nagłym zatrzymaniem krążenia (osoba niezwiązana z ratownictwem nie ma obowiązku badania tętna poszkodowanego a jedynie oddech). Udzielenie pomocy przez przypadkową osobę jest bardzo ważne, bo po kliku minutach u poszkodowanego zachodzą nieodwracalne zmiany, a karetka może już nie zdążyć.

   Zacznijmy analizować plakat. W punkcie 1 (foto1) należałoby wspomnieć o trójkącie ostrzegawczym ustawionym w odpowiedniej odległości za pojazdem (gdy wypadek ma miejsce za zakrętem- trójkąt należy ustawić przed zakrętem). Punkt 2 (foto 2)- stan zagrożenia, czyli np. osoba w płonącym samochodzie; jeśli osoba nie reaguje to wołamy o pomoc, ale jeżeli nikogo w pobliżu nie ma, a posiadamy telefon komórkowy, to dzwonimy osobiście po pomoc. W punkcie 3 (foto 3) jest mowa o udrożnieniu dróg oddechowych poprzez odgięcie głowy do tyłu. Taka czynność jest bardzo ważna, bo okazuje się, że dużo poszkodowanych w wypadkach samochodowych (znajdujących się wewnątrz pojazdu) mających przechyloną głowę do przodu (brodą do klatki piersiowej), umiera. Ludzie na zewnątrz stoją i się gapią, a nie mogą wykonać tej prostej, ratowniczej czynności, często prowadzącej do „złapania oddechu” przez poszkodowanego. W tym punkcie należałoby jeszcze wspomnieć o obserwacji wnętrza jamy ustnej i wybraniu (za pomocą palców) ewentualnej „zawartości”, która może być przyczyną braku oddechu. W punkcie 5 (foto 5) opisującym reanimację, należałoby dodać, że uciski klatki piersiowej robimy na wyprostowanych rękach (aby całą energię przeznaczyć na uciski, a nie na uginanie rąk w łokciach). Wypadałoby wspomnieć, że przy wdechach należy ścisnąć jedną ręką skrzydełka nosa poszkodowanego, aby tamtędy nie wylatywało wdmuchiwane przez nas powietrze. Ważne jest odchylenie głowy do tyłu, ale w trakcie robienia wdechów, głowa może zmienić swoją pozycję, więc warto drugą ręką podtrzymywać od tyłu szyję poszkodowanego. Co kilka serii 30:2 należy sprawdzać, czy nie powrócił oddech. Trzeba pamiętać, że po przywróceniu oddechu, osoba poszkodowana wcale nie musi odzyskać przytomności. W takim przypadku należy ją ułożyć w pozycji bezpiecznej ustalonej aby np. nie zakrztusiła się wymiocinami.

   W instrukcji na plakacie jest mowa o rękawiczkach i maseczce jako środków ochronnych. Jednak mało kto nosi przy sobie takie akcesoria, pomimo tego, że można je dostać w prawie każdej aptece, niewiele kosztują i nie zajmują dużo miejsca w kieszeni. Zamiast gotowej maseczki możemy zastosować np. chusteczkę higieniczną, folię z przecięciem na środku (aby przechodziło powietrze). Nie mając rękawiczek, należy uważać na obszary zakrwawione, samemu unikać skaleczenia, obce ciała z ust poszkodowanego wyjmować za pomocą chusteczki. My możemy się zarazić od poszkodowanego, jak również on od nas. Na kursach pierwszej pomocy nagminnie jest powtarzane: „Bezpieczeństwo przede wszystkim!”.

   Tylko o nas zależy, czy nie mając przy sobie żadnych środków ochronnych (ani nie mając możliwości zrobienia sobie zamienników z rzeczy które mamy przy sobie), podejmiemy się ratowania poszkodowanego. Czy zdobędziemy się na odwagę żeby uratować komuś życie nie bacząc na ewentualne zarażenie? Czy zgodzimy się na stwierdzenie, że lepiej jeśli poszkodowany będzie żył w chorobie (jeśli się czymś od nas zarazi) niż umrze prawie natychmiast (w przypadku nieudzielania pomocy)? Niech każdy sobie sam przemyśli te kwestie.

Rafał Wojtyniak

| Zdjęcie nr 1 z 5 |
1.jpg

Masz pytanie dotyczące Lubonia?
Zadaj nowe pytanie
Zadane pytania [ 74 ]

Najnowsze informacje

pon., 21/05/2012 - 00:58
pon., 21/05/2012 - 00:15
ndz., 20/05/2012 - 10:14
sob., 19/05/2012 - 09:37
pt., 18/05/2012 - 22:20
czw., 17/05/2012 - 22:31
śr., 16/05/2012 - 23:20
śr., 16/05/2012 - 20:16
śr., 16/05/2012 - 16:32
śr., 16/05/2012 - 13:20