Przepraszamy ale do oglądania tej strony wymagane jest włączenie JavaScript.

Agresywny pies - list do redakcji

O środowym zajściu poinformował nas pan Rafał, który był uczestnikiem zdarzenia jakie miało miejsce na ulicy Ogrodowej. Pan Rafał za naszym pośrednictwem chciałby ostrzec mieszkańców i zaapelować do właścicielki psa rasy pitbull.

Droga redakcjo!
Wieczorem około godziny 19-tej w środę 13-tego stycznia (chyba jednak pechowo) uczestniczyliśmy z żoną i naszym psem w poszukiwaniach innego, młodego, zaginionego psa, który uciekł z ulicy 1 Maja z nieznanych przyczyn nowej właścicielce (świeża adopcja ze schroniska, prawdopodobnie stres). Idąc ulicą Ogrodową, na wysokości ulicy Juranda dostrzegliśmy w pewnej odległości panią, która z przeciwnej strony (od strony ulicy Fabrycznej) również szła z psem na spacer. Przeszła na drugą stronę ulicy. Ja w tym momencie zapiąłem naszego psa na smycz (biegł przez pola swobodnie, aby ewentualnie złapać trop) i podszedłem na pewną odległość, aby zapytać się pani o w/w, zaginionego psa. Czy może gdzieś nie widziała? Oczywiście zapytałem, czy mogę się zbliżyć, tak aby nie krzyczeć. Pani stwierdziła, że jej pies jest "dziwny". Nie wiedziałem wówczas co to oznacza, ale zatrzymałem się w odległości około 3 metrów. Mój pies bliżej, na odległość krótkiej smyczy. Po uprzejmej i miłej wymianie zdań, podziękowałem i chciałem wrócić na "swoją" stronę ulicy. W tym momencie, bez najmniejszego ostrzeżenia, w ułamku sekundy pitbull tej pani zaatakował naszego psa (który jest bardzo grzeczny, ułożony, towarzyski i nie wykonywał żadnych groźnych ruchów) rozrywając mu skórę na szyi do mięśni na długości 4 cm. Okazało okazało się po chwili, gdyż rana powstała pod obrożą, która prawdopodobnie uratowała naszemu psu życie. Żona ruszyła na pomoc próbując pomóc odciągnąć pitbulla od naszego psa. Dwie dorosłe osoby nie mogły sobie dać rady. Świadkiem zdarzenia był jeszcze jeden spacerowicz z psem, mocno przerażony całym zajściem - my zresztą z żoną również. Właścicielka psa kompletnie nie dawała sobie fizycznie z tym psem rady. Pomijam fakt, że był bez kagańca (nasz też miał zdjęty w tym momencie). Zdecydowałem się na opisanie tego zdarzenia z apelem do nieznanej mi Pani.
Proszę Panią! Myślę, że apeluję tutaj nie tylko w swoim imieniu o rozwagę i wyobraźnie. Tym razem ofiarą został mój pies i to częściowo z mojej winy - mogłem się nie zbliżać. Ale proszę sobie wyobrazić sytuację kiedy trafia Pani na innego psa, w innej sytuacji, w innych okolicznościach np: z jakimś dzieckiem, a Pani nie jest w stanie nawet utrzymać fizycznie tego psa...Co wówczas?
Apeluję do wszystkich, którzy widzieliby tę Panią z pitbullem spacerującą w okolicach ulic: Fabryczna, Ogrodowa ,Juranda, Malinowa lub gdziekolwiek indziej... aby przekazali ten apel i ostrzeżenie, zanim dojdzie do prawdziwego nieszczęścia. Proszę zachować przy tym ostrożność. Pies jest nieobliczalny, niezwykle groźny, silny a właściciele, wydaje się nie mają chyba o tym najmniejszego pojęcia. Wychodzą na spacer z tak groźnym stworzeniem co prawda na smyczy, ale bez kagańca i możliwości fizycznego opanowania - napisał Czytelnik (pis.oryg.).

Każdy pies powinien być wyprowadzany na smyczy, a wychodzenie z groźnym psem na spacer bez kagańca może doprowadzić do sytuacji, kiedy to na oczach właściciela może zostać zagryziony jego ukochany pupil, ale może również ucierpieć człowiek. Mając tak groźnego czworonoga należy zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie może stwarzać ów pies. Lepiej zapobiegać niż być uczestnikiem tragedii.

hak

 

Telefon interwencyjny
i kontakt z redakcją
 
501 295 785

redakcjaate-lubon [dot] pl

Ogłoszenia drobne

  • Inne
    Zaginął pies rasy Golden Retriever
  • Inne
    zgubiono telefon
  • Wynajem - oferuję
    Wynajmę pomieszczenie biurowe
  • Inne
    Korepetycje z dojazdem do ucznia (na terenie Lubonia)