Przepraszamy ale do oglądania tej strony wymagane jest włączenie JavaScript.

Czy uczniowie powinni iść do szkoły?

Naszym Czytelnikom zadaliśmy pytanie czy jeśli będzie taka sytuacja epidemiologiczna w kraju jaka jest obecnie lub gdyby nastąpił wzrost zachorowań to czy posłaliby swoje dziecko do szkoły? Większość osób biorących udział w ankiecie odpowiedziała, że nie posłałaby dziecka do szkoły 54%, do szkoły chciałoby posłać swoje pociechy 35%, a 11% z osób biorących udział w ankiecie nie ma zdania na ten temat. Warto wspomnieć, że kiedy mieliśmy w kraju kilkadziesiąt przypadków zachorowań szkoły w naszym kraju zamykano, obecnie kiedy mamy ponad 800 przypadków dziennie Minister Edukacji Narodowej Dariusz Piontkowski twierdzi, że nie ma powodów do obaw.

Przypomnijmy, że Minister Edukacji Narodowej poinformował, iż uczniowie mają rozpocząć rok szkolny 1 września tradycyjnie. W związku z powyższym przygotowano wytyczne w jaki sposób zorganizować prace szkół. Wytyczne zawierają ogólne i szczegółowe zalecenia związane m.in. z organizacją zajęć w szkole, wydawaniem posiłków, higieną, czyszczeniem, dezynfekcją pomieszczeń i powierzchni, postępowaniem w przypadku podejrzenia zakażenia u uczniów i pracowników szkoły. Główną wytyczną jest bezwzględne przestrzeganie podstawowych zasad higieny: częste mycie rąk, ochrona podczas kichania i kaszlu, unikanie dotykania oczu, nosa i ust, obowiązkowe zakrywanie ust i nosa przez osoby trzecie przychodzące do szkoły lub placówki, regularne czyszczenie pomieszczeń. Uczniowie w klasach nie będą musieli nosić maseczek. Rekomenduje się posiadanie termometru bezdotykowego (co najmniej 1 termometr dla szkoły) i dezynfekowanie go po użyciu w danej grupie. W miarę możliwości rekomenduje się taką organizację pracy i jej koordynację, która umożliwi zachowanie dystansu między osobami przebywającymi na terenie szkoły, szczególnie w miejscach wspólnych i ograniczy gromadzenie się uczniów na terenie szkoły (np. różne godziny przychodzenia uczniów z poszczególnych klas do szkoły, różne godziny przerw lub zajęć na boisku) oraz unikanie częstej zmiany pomieszczeń, w których odbywają się zajęcia.

Nie będzie obowiązku noszenia maseczek i zasłaniana ust oraz nosa, ale też tego nie zabraniamy. Obowiązywać będzie higiena rąk. Zachęcamy do tego, aby zasady higieny stosować jak najczęściej. Należy wietrzyć i dezynfekować pomieszczenia. Do placówki oświatowej przychodzić mogą tylko zdrowi uczniowie, nauczyciele i pracownicy administracji. Osoby z zewnątrz muszą korzystać z zasłony ust i nosa oraz obowiązuje ich dezynfekcja rąk. To zbiór doświadczeń z zagranicy, ale także z kraju, na podstawie chociażby otworzenia przedszkoli - mówił Dariusz Piontkowski.

Minister zaznaczył, że rodzic nie jest epidemiologiem i to fachowcy będą określali w jakich sytuacjach pobyt uczniów w szkole jest bezpieczny.

Szkoły oczywiście trzeba otwierać, ale rozważnie. Przykład z Izraela daje najbardziej do myślenia. Jak podaje ruch "Nie dla Chaosu w Szkole" powołując się na artykuł "When Covid Subsided, Israel Reopened Its Schools. It Didn’t Go Well."???" w połowie maja otwarto w Izraelu wszystkie szkoły po tym jak dzienna liczba zachorowań spadła z 800 do 100 dziennie. Jak podają przedstawiciele ruchu warunki panujące w szkołach w Izraelu przypominają warunki jakie są w polskich placówkach. Zarówno w Polsce jak i w Izraelu klasy często liczą 30 i więcej uczniów, a sale nie są zbyt przestronne. Otwierając placówki Ministerstwo Edukacji zaleciło noszenie maseczek uczniom od czwartej klasy, otwarcie okien w salach, częste mycie rąk i w miarę możliwości zachowanie dystansu 2 metrów, ale zalecenie to nie było przestrzegane. W niektórych salach gromadziło się ponad 30 dzieci, zatem zachowanie dystansu nie było możliwe, a niektórzy rodzice skarżyli się, że to nieludzkie trzymać dzieci w maseczkach w dusznych pomieszczeniach. W trakcie 3 tygodni nauki Izrael zamknął 240 szkół i odesłał na kwarantannę 22 000 uczniów i pracowników. W rezultacie zdjęcia restrykcji dzienne zachorowania w całym kraju wzrosły ze 100 przypadków dziennie do 2000 przy 9 mln populacji. Jako przykład podano szkołę w Jerozolimie, w której najpierw zachorował uczeń VII klasy, a następnie uczeń IX klasy. Placówka została zamknięta, ale nie uchroniło to innych. Mimo zamknięcia szkoły zachorowało 154 uczniów i 26 nauczycieli, a także dalsze osoby, które zaraziły się w domach, środkach komunikacji itd.. Około 60% uczniów przeszło chorobę bezobjawowo, jednak wśród nauczycieli wyglądało to zupełnie inaczej. Wielu z nich miało ciężki przebieg choroby i było hospitalizowanych. Ministerstwa Zdrowia w Izraelu opublikowało dane od 10 do 16 lipca, w których wykazano, że najczęściej do zakażeń dochodziło w placówkach oświatowych.

Inne kraje zdecydowanie nie powinny robić tego, co my zrobiliśmy. To była porażka – stwierdził prof. Eli Waxman, szef zespołu ds. pandemii w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Izraela, którego cytuje "New York Times".

Warto wspomnieć, że przed otwarciem szkół Izrael miał jeden z najniższych wskaźników zachorowań na świecie.

Oczywiście w Polsce wcale nie musi tak się stać jak w Izraelu. Mamy przykłady funkcjonowania szkół w innych państwach, gdzie tylu zakażeń się nie odnotowuje, jednak tam wszyscy przestrzegają wprowadzonych zasad. W Norwegii obowiązuje podział klas na mniejsze grupy. W Danii przed wejściem do budynku mierzy się dzieciom temperaturę, rozstawione zostały ławki w klasach, a dzieci pouczano, aby pilnowały odstępów między sobą, regularnie dezynfekowane są także wszystkie powierzchnie. Jak tylko jest taka mozliwość to zajęcia odbywają się na zewnątrz. Uczniowie zostali podzieleni na maksymalnie 12-osobowe grupy, które nie mają ze sobą kontaktu także na przerwach. W ten sposób duńskie władze zapewniły sobie łatwy środek kontroli nad ogniskami koronawirusa w szkołach. W Filandii grupy mogą liczyć nawet do 30 osób, ale muszą spędzać czas tylko we własnym gronie i w miarę mozliwości w tej samej klasie. Przestrzegany jest obowiązek mycia rąk. Rodzice młodszych dzieci odprowadzają je do szkół o różnych godzinach i nie mają wstępu na teren placówki. Włosi zapowiadają wprowadzenie podobnego modelu jaki funkcjonuje w Finlandii z tym, że minister edukacji Lucia Azzolina chciałaby, aby możliwie często wyprowadzać młodzież poza teren szkół, żeby więcej czasu uczniowie spędzali na powietrzu. W Szwecji od samego początku pozostawiono większość szkół otwartych. Tylko uczniowie w wieku 16 lat i starsi zostali w domu i uczyli się zdalnie. Dystans społeczny i maseczki są zalecane, ale nie są obowiązkowe. Do powrotu do szkół przygotowują się też Francuzi. W połowie maja, kiedy otwierano tam pierwsze placówki już kilka tygodni po ich otwarciu były zamykane. Kiedy wirusa wykryto u dwóch nauczycieli w jednym z departamentów zamknięto 25 szkół. Pod koniec czerwca, kiedy ponownie powrócono do szkół też szybko zostały one zamknięte po wykryciu wirusa u kolejnych osób. Obecnie Francuzi poważnie zastanawiają się nad nauka zdalną. Na Tajwanie obowiązkowo mierzy się dzieciom temperaturę w szkołach jak i przy wsiadaniu do szkolnego autobusu. W klasach nie wprowadzono maksymalnej liczby uczniów, jednak zachowywano dystans, a w niektórych klasach zamontowano na ławkach specjalne przegrody. Noszenie maseczek jest obowiązkowe. Uczniowie w Czechach wiosną musieli nosić maski, wymagana była regularna dezynfekcja sal, obowiązywały 15-osobowe grupy, które nie mogły spotykać się z innymi uczniami. Nauczyciele uczyli też tylko w jednej grupie. Jak będzie wyglądała tam nauka obecnie? Tego jeszcze nie wiadomo, jednakże Czesi przewidują zamykanie szkół w momencie pojawienia się wirusa i wówczas przechodzenie na nauczanie zdalne. Oczywiście mają obowiązywać wytyczne. Belgowie planują wprowadzić zdalne nauczanie dla młodzieży, a dzieci z młodszych klas mają do szkół uczęszczać w tradycyjny sposób. Z kolei w Holandii uczniowie nie muszą utrzymywać dystansu w stosunku do siebie, ale jest on wymagany w stosunku do nauczycieli. W Hiszpanii normalna edukacja ma wrócić od września. W szkołach mają być utworzone grupy uczniów liczące maksymalnie 25 osób, które mogą kontaktować się tylko ze sobą. Utrzymany ma być także dystans społeczny wynoszący 1,5 metra. Większość krajów wśród zasad sanitarnych wymienia właśnie utrzymywanie dystansu, jednakże dyrektorzy szkół i nauczyciele zwracają uwagę, że w wielu placówkach utrzymywanie go jest niemożliwe, dlatego też wiele szkół chce wprowadzić podział na grupy, a także nakazać noszenie maseczek na terenie szkoły. Maseczki w szkołach obowiązują już w Chinach, Japonii i Wietnamie, w Europie jest różnie np. uczniowie w Niemczech noszą je na korytarzu, ale mogą zdjąć po zajęciu miejsca przy swojej ławce.

Neleżałoby również zwrócić uwagę, że najnowsze badania wskazują, iż dzieci w wieku 14 lat i młodsze przenoszą nie tylko koronawirusa, ale także mogą zakażać inne osoby skuteczniej niż dorośli. Z obserwacji prowadzonych w Trydencie wynika, że ryzyko zakażenia się od małych dzieci wynosi 22,4%.

Jak zatem otwierać szkoły, aby nie narazić młodzieży oraz nauczycieli? Eksperci izraelscy twierdzą, że należy utrzymywać małe klasy (10-15 uczniów) pod opieką jednego stałego nauczyciela. Należy zapewnić brak kontaktu między innymi klasami, ławki powinny zostać oddalone od siebie, a także należy stale wietrzyć pomieszczenia oraz utrzymywać higienę. Starsi uczniowie powinni uczyć się zdalnie, a w szkole mieliby się pojawić przynajmniej raz w tygodniu.

Trzeba też zadać sobie pytanie co z dziećmi, które mają obniżoną odporność albo cierpią na choroby współistniejące?

Czy takie nauczanie jest możliwe w Polsce? W chwili obecnej trudno odpowiedzieć na to pytanie, gdyż wszyscy zdajemy sobie sprawę jak wyglądają realia w polskich szkołach. Warto jednak uczyć się na błędach innych, a zwłaszcza Izraela, nim będzie za późno. Nie powinniśmy, a wręcz nie możemy lekceważyć tych doświadczeń.

izi

źródło: Forsal, Gazeta Prawna

Odpowiedzi

Dzieci powinny iść do szkoły od września i zostać w niej do czerwca. Pozostawianie ich w domu, pozbawianie kontaktów z rówieśnikami, obniżanie poziomu nauczania (bo zdalne nauczanie to żadne nauczanie) w imię ochrony przed bezobjawowym wirusem, który praktycznie nie jest dla nich szkodliwy -to zbrodnia na tym pokoleniu. Młodzież została wystarczająco skrzywdzona w marcu - kwietniu. I później też. Pomijając fakt, że rodzice nie mają kwalifikacji do nauczania a czasem też i sprzętu.
Jak w ogóle można zadawać takie pytania?
Prawdopodobnie za wiele lat (jeśli w ogóle) dowiemy się, co tu się naprawdę odstawiło.

Zgadzam sie w 100%

tak

Zgadzam się z poprzednią odpowiedzią , jestem jak najbardziej za tym by posżły do szkoły , niestety kwarantanna i zdalne nauczanie jest bardzo nie korzystne dla Naszych dzieci , ale zrozumią tylko Ci którzy maja dzieci, pracują

wszedzie sa skpiska , sklep, wakacje plaza , jeziora a do szkoly maja nie sic PARANOJA

Do szkoły nie mogą iść, tymczasem gromadzą się w kolekach na Morskie Oko, na plażach i wtedy się nie boją.....szkoda gadać. Oczywiście nauczciele do pracy ,uczniowie do nauki. Jakoś nikt się nie przejmuje ochroną np.ciezko pracujących kasjerek.

Zdalne naicAnie to jak zaoczne czyli wczesne przystosowanie dzieci i mlodziezy do późniejszych możliwości jakie daje życie gdy np już się pracuje czy choćby poszerzenie własnych kwalifikacji lub uzupełnienie. 3/4 możliwości to nauka zaoczna tj jak zdalną praktycznie, nauka samodyscypliny m.in., a to tylko kwestia wychowania.

Dzieci do szkół. Przez ostatnie pół roku dostatecznie zaburzono rozwój kompetencji społecznych dzieci i skutecznie wpojono uzależnienie od cyfrowych urządzeń by ten eksperyment miał trwać nadal. Efekty nauczania zdalnego przez szacunek do nauczycieli (jako ludzi z równym skutkiem próbujących ratować sytuację) pominę milczeniem.

Popieram poprzednie wypowiedzi!!!Dzieci do szkół!!!!Chodzą po ulicach od dawna grupami...nauczanie zdalne kształci kaleki...jesli w ogóle jest to nauka.......

Co za bzdury że do szkoły iść należy np sp2 jest przeladowana, wiele osób spoza rejonu mimo teoretycznej rejonizacji. Brak możliwości zachowania jakiegokolwiek dystansu z uwagi na ilość osób przebywających na terenie placówki nie wspominając już o dezynfekcji i pozostałych środkach bezpieczeństwa teoretycznego. Czasem trzeba umieć wybrać co ważniejsze - zachowanie zdrowia przy kontynuacji zdalnego nauczania A co za tym idzie tzw nauka samodyscypliny, czy świadome narażenie zdrowia i życia dla zachowania równowagi kontaktów z rówieśnikami, których dzieciaki i młodzież nie tracą patrząc na codzień jak życie się toczy choćby na boisku, gdzie kontakt jest ciągły i systematyczny. Zbrodnia to świadome narażenie innych na niewiadomą bo nie każdy przejdzie ten wirus bezobjawowo. Ciekawe jak będą żyć ci którzy poprzez takie poglądy niejednego będą mieli na sumieniu tj. Tych co odejdą (tacy tez będą zapewne) bo trudno im pojąć że świat nie kręci się wokół przebywania ciągłego w towarzystwie i polepszenia kontaktów międzyludzkich A w obecnej sytuacji należy zmienić pewne zasady i dostosować się do nowych warunków pozwalających na w miarę możliwości normalną egzystencję. Zatem reasumując więcej takich głosów popierających pójście do szkoły w czasie zwiększenia drastycznego zachorowalności A za moment zaczną się ludzie zastanawiać gdzie popełniono błąd jak jeden po drugim zacznie padać

Trochę Ci się chaotycznie myśli rozlały po klawiaturze, być może to efekt zbyt długiej izolacji domowej a być może strach przed śmiercią powoduje zaburzenia percepcji. Tak czy owak, spójna to ta wypowiedź nie jest, w zasadzie chwilami zaprzeczasz sam sobie (vide szkoła-nie, mimo, że "na boisku kontakt ciągły"), bez sugestii rozwiązań.
Pocieszę Cię może jedną odkrywczą myślą: tak czy owak kiedyś umrzemy wszyscy, przy czym jedni umrą schowani pod kołderką, a inni z wiatrem we włosach.

Szanuję poglądy innych ludzi, jednakże mogę się z nimi nie zgadzać. Wczoraj czytałam artykuł na temat badań przeprowadzanych przez Instutut Nauk Medycznych, z których wynika, że wirus może przyczynić się do zmian tkankowych po bezobjawowej przeytej infekcji. U takich osób i u dzieci także - Covid może pozostawić takie trwałe skutki jak postępujace (!) zmiany w mięśniu sercowym czy zmiany w miąższu płuc które mogą prowadzić do ostrej niewydolności oddechowej. Inne badana wskazują, że dochodzi ponadto do uszkodzeń układu nerwowego. Fenomemem tego wirusa nie jest fakt, że wiele osób przechodzi przez Covid bezobjawowo ale niewiedza - jakie skutki może powodować, tym bardziej, że nieustannie się mutuje. Pisanie zatem, że wirus nie jest szkodliwy, nie jest poparty żadnymi dowodami (!) i nie należy tak pisać, a osoby które są chociaż trochę świadome zagrożenia mają prawo do odczuwania lęku. Zadawnia takich pytań jak te przez Redakcję - są porzebne, trzeba dyskutować/dzielić się opiniami. Pozdrawiam

Bardzo cbcialabym, żeby moje dziecko wróciło do szkoły, zajęć, kolegów i koleżanek,ale mój mąż jest świeżo po przebytym zawale płucnym i zatorze płuc. Ma 36lat, płuca są niewydolne, jest lepiej, ale boimy się, bo nikt nie potrafi zagwarantować, że dziecko ze szkoły nie przyniesie wirusa. Wiem jakie mieliśmy podejście przed, i po sytuacji, która nas dotknęła. I nie da się znaleźć wspólnego frontu. Bo kiedy życie przestawia ci się do góry nogami, ktoś kto żyje beztrosko, nie zrozumie podejścia drugiej strony. Nie jestem ekspertem, czytam artykuły, oglądam wiadomości na wszystkich kanałach, bo nie ma w PL tv niezaleznej, i nie można opierać się na jednej. Do tego trzeba mieć swoje zdanie. Ale chciałabym by była możliwość nauki zdalnej w uzasadnionych przypadkach. Życzę wam wszystkim bez wyjątku mniej arogancji i hejtu, bo straszne jest to jak społeczeństwo oblewa się błotem, siebie uważając za tych wyedukowanych, Kulturalnych, a jad się wylewa, z obu stron, bez wyjątku.

W Pani sytuacji absolutnie nie dziwię się i w pełni rozumiem obawy, Ponad wszystko jednak zdrowia życzę i wiary w dobre jutro!

Świetnie wyszło: iść od września i zostać w niej do czerwca - skr{t myślowy czy podświadome marzenie?
Niektórzy rodzice pewnie o tym wprost marzą - oddać dzieci na 10 miesięcy, niech ktoś zajmuje się nimi dzień i noc, a rodzic 500+ i spoko, żyć nie umierać.

Pan/pani rzeczywiście mało co łapie czy tylko udaje? Dobra: dzieci powinny chodzić do szkoły od września do czerwca. W momencie, gdy lekcje się skończą, dziecko powinno wrócić do domu. W soboty, niedziele oraz w ferie szkoła nie musi zajmować się dzieckiem. A powiązanie tego z 500+ to już wyższa abstrakcja.

Nie zgadzam się uczniowie ponini zostać w domu ponieważ co jak się zakażą przynioso to do domu i wasze babcie i dziadkowie zgnioł przez waszą głupote pozdro dla nie myslących ludzi elo

Zapraszam nad morze... Bylam i to co sie tam dzieje to jakies nieporozumienie.... Zero maseczek, zero odleglosci a w normalnych miastach wielkie restrykcje. Nad morzem gospodarka i turystyka musza sie odbudowac a pozniej nam wciskaja ciemnote ze tyle jest zakazen....

To się nazywa selekcja naturalna. Zdecydowanie popieram. Przynajmniej IQ w kraju wzrośnie.

Mają iść dzieci do szkoły tylko niech wytłumaczą jak było 50 zachorowań to nieszly do szkoły a teraz 800 i mają iść kto nas kłamie tym kowidem a może go wogule niema to jakaś ściema ale do szkoły w 100% tak

Tylko czy szkoły podołają tym zasada i obostrzenia jakie mają panować w szkołach poczekamy zobaczymy chyba że sytuacja naprawdę stanie się patowa to lepiej żeby nie szły dzieci do szkół ale to musiało by być naprawdę zła sytuacja

Jak się rozchorują nauczyciele to ciekawe kto będzie uczył. W niektórych szkołach na korytarzach panuje taki ścisk w czasie przerwy, że zachowanie 1,5 metra odległości to jest fikcja. Nie ma na to szans. Bardzo jestem ciekawa czy jakoś się uda, czy po 3 tygodniach będą wszystkie szkoły zamykane.

Zachorowania których ilość jest teraz utrzymywana w tajemnicy, a były chętnie publikowane kiedy ich nie było, nastąpiły u osób, które miały 1.3 kontaktu dziennie. Gdyby dzieci miały taką kontaktowość, to każde musiałoby mieć swoją szkołę.

Przypomnę, że 1 kontakt z p.Franek wyautował na kwarantannę burmistrza Mosiny i jego żonę-dyrektorkę szkoły w Luboniu. Do 1 września sytuacja może się zmienić, miejmy nadzieję, że na lepsze.

Przypomnę, że 1 kontakt z p.Franek wyautował na kwarantannę burmistrza Mosiny i jego żonę-dyrektorkę szkoły w Luboniu. Do 1 września sytuacja może się zmienić, miejmy nadzieję, że na lepsze.

I tu się mylisz Hawk, na jakiej podstawie piszesz o kontakcie z Wiceburmistrz? Akurat ta kwarantanna jest z innego źródła. Więcej faktów mniej spekulacji..

Chętnie bym się wreszcie pomylił, ale chyba znowu mi nie wyszło.
"Niestety, późniejsze potwierdzenie zakażenia koronawirusem u Wiceburmistrz Lubonia spowodowało, iż w gronie osób objętych kwarantanną znalazła się także moja małżonka i ja. Decyzją Sanepidu razem z żoną pozostaniemy w kwarantannie do środy, 12 sierpnia br., czekając na badania."
https://www.mosina.pl/aktualnosci/komunikat-burmistrza-gminy-mosina-z-dnia-8-sierpnia-2020-roku

Kontakt był inny :), można by powiedzieć drugiego stopnia. Ale Ty przecież zawsze wiesz najlepiej..

Niech dalej jezdzą na imprezy patriotyczne gdzie tłumy i ścisk.....nastepna 15 na stadionie.....

Co to jest kontakt drugiego stopnia? To coś kosmatego?

Wiceburmistrz Franek jako nietuzinkowa osoba nie może przecież być łączona z pierwszostopniowymi zakażeniami.
A drugi stopień to chyba taki z udziałem pośrednika duchowego w randze przynajmniej plebana!!
Oj będą egzorcyzmy by wypędzić tego nietoperza!

Przyszło mi do głowy, że Ich Troje miało kontakt z obcą cywilizacją.

Machalska to pierwszy stopień, Franek drugi, a wczoraj słyszalny był wielki huk od strony Plewisk (e-luboń pisał o tym)... stawiam na kontakt trzeciego stopnia!
Awansem już życzę zdrowia matadorowi lubońskich sesji Rady Miasta!

Witam.
Wprowadzić hybryde. Na wyższych uczelniach to robią. Klasy 1 do 3 puścić- zachować odległość. Reszta hybryda. 2 tygodnie w szkole . Dwa w domu. Pół na pół klasę. Nauczyciel ma lapka w sali i tłumaczy całej klasie jednocześnie.
Trzeba sobie radzić. Jak była wojna 5 lat nikt nie pytał się dzieci o kontakt z rówieśnikami, o nauke. Mamy teraz sprzęty, Internet a wszyscy narzekają.

Porównanie z uczelniami chybione!! Na uczelnie uczęszczają DOROŚLI ludzie w wieku 19+, a nie wiem jak wyobrażasz sobie zachowanie odległości wśród siedmiolatków (klasy 1-3 jak piszesz). Pośmiałem się mocno, bo widać, że z dziećmi kontaktu nie masz chyba żadnego.
Pomijając jak w praktyce wygląda nauczanie zdalne to ciekaw jestem jaka jest Twoja recepta dla rodziców którzy co dwa tygodnie będą się na dwa tygodnie zwalniać z zakładów pracy do opieki nad dziećmi i pełnienia roli nauczyciela wspierającego (bo tak to w praktyce wygląda w przynajmniej 70% domach).
To jak?? Odmrażamy ten kraj i gospodarkę czy może jednak posiedzimy sobie wszyscy w domu jeszcze ze dwa lata???

Ok, trochę się rozpędziłeś!!!! Aby być nauczycielem wspierającym należy ukończyć studia wyższe z zakresu pedagogiki specjalnej. Rodzice (i słusznie) WSPOMAGAJA rozwój ( w tym poznawczy) dziecka, zwłaszcza małego. Na tym polega rodzicielstwo, co nagle zdziwiło niektórych rodziców, którzy (mam nadzieję) zrozumieli trud pracy nauczyciela!!!

Trochę się rozpędziłes!!!!! Aby zostać nauczycielem wspierającym należy ukończyć studia wyższe z zakresu pedagogiki specjalnej. Rodzice (i słusznie) WSPOMAGAJA rozwój dziecka zwłaszcza małego i może wreszcie dostrzegli jak trudna jest praca nauczyciela

Absurdem sytuacji nie są kwalifikacje i wysiłek wnoszony w ten proces przez kogokolwiek, ale fakt, że rodzic uczy dziecko, choć płaci za to (w podatkach) nauczycielowi, a do tego sam nie może zarabiać bo ma siedzieć w domu z ośmiolatkiem i ciągnąć nauczycielską pracę.
De facto nauczyciele zdalnie improwizowali z różnym skutkiem i gdyby nie tytaniczny wysiłek wielu rodziców (bez jakiegokolwiek przygotowania dydaktycznego) to byłoby znacznie gorzej niż było.
O tym mówię.
Małe dzieci potrzebują nauki w trybie stacjonarnym a nie zdalnym. Nie mają w sobie jeszcze ani odrobiny samodyscypliny i organizacja nauki zdalnej to dla nich gehenna. (I wyrażam tu zdanie wielu osób z którymi miałem przyjemność w tym temacie rozmawiać.

Moje dziecko uczęszcza do podstawowej szkoły i to nie 1 do 3. Ja również mam doświadczenie pedagogiczne więc uważam te ten pomysł jest jak najbardziej na miejscu.
Wcześniejsze zajęcia odbywały się po omacku. Nikt nie wiedział że nas coś takiego spotka. Od września już wiemy jak działać. Dzieci starsze łącza się nawet prze telefon komórkowy , które obecnie większość dzieci ma. Tylko musi to być Każdy przedmiot nie tak jak było przed wakacjami że tylko co do niektórych zajęć były spotkania.
Trzeba tylko się zastanowić nad tymi mniejszymi klasami by było bezpiecznie .

Jestem jak najbardziej za aby dzieci ruszyły do szkół
Natomiast jeśli nie będzie takiej decyzji to sorry ale rodzice a na pewno większość matek zostanie znowu w domu, rezygnując z pracy aby.uczyc zdalnie a co z tym idzie I uważam bezkompromisowy,że wtedy proszę rodzicom wyplacac pensje nauczycielska
No coś za cos

Matki z dzieckiem mają 500+ , a teraz jeszcze 300 to można opiekunkę załatwić - np te bezrobotne kelnerki itp. Przeciez jak mowicie uczyc będą na tym samym poziomie co nauczyciele. W sumie każdy pracujący obywatel i nauczyciele też ! zrzucamy się na to 500+

Przynajmniej jeśli chodzi o dzieci. Bez dzieci jest łatwiej.
Jutro rozpoczęcie roku szkolnego, decyzje zapadły, a na stronie sp4 ankieta:: Czy chcesz powrotu do szkoły?
Pachnie kontestowaniem decyzji MEN.
http://sp4lubon.szkolnastrona.pl/

Ankieta brzmi: Cieszysz się z powrotu do szkoły?

No ale się cieszą. Teraz tylko system pomiaru temperatury może zepsuć radość.

Telefon interwencyjny
i kontakt z redakcją
 
501 295 785

redakcjaate-lubon [dot] pl

Ogłoszenia drobne

  • Kupię
    Kupię auto do 3000zł zarejestrowane
  • Inne
    Znaleziono klucze
  • Dam pracę
    Przedszkole poszukuje pomocy
  • Inne
    Zaginął szczeniak
  • Dam pracę
    Zatrudnię opiekunkę do żłobka
  • Inne
    Znaleziony York
  • Inne
    Korepetycje z dojazdem do ucznia (na terenie Lubonia)
  • Sprzedam
    Sprzedam komodę